2008-04-20 21:06
 Oceń wpis
   
Zmęczony obserwacją jałowego życia społeczno gospodarczego Polski, postanowiłem oddać się na jakiś czas wieczornemu nieróbstwu przed telewizorem. Ponieważ show taneczne i śpiewane już mi się przejadły, postanowiłem dać szansę show na lodzie. Zawsze to coś nowego. I tu muszę się uderzyć w pierś , bo szans temu widowisku nie dawałem żadnych, a tu jak pięknie nam się ono rozwija! I pewnie byłbym jego gorącym zwolennikiem, gdyby nie głupia maniera producentów wszelkich show, polegająca na mało subtelnym „naginaniu” werdyktów jury. Werdykty "nagina się" z dwóch powodów. Po pierwsze, pozwalają one wykreować zaciętą rywalizację uczestników tam, gdzie obiektywnie szans na nią nie ma. Po drugie po to, aby ludzie (w tym piszący te słowa) mieli co komentować. Wszak najgorsza dla producentów jest obojętność widza. Wolą być krytykowani, niż zapomnieni. Cóż, każdy jakoś na chleb zarabia...
 
Ale do rzeczy. Między innymi gwiazdami ślizga się Pani Weronika Książkiewicz. Bardzo ładna dziewczyna, tyle że kompletnie na łyżwach jeździć nie umie. Albo jest popychana (jak taczki), albo „ciągniona” (jak sanki), albo wreszcie noszona na silnych ramionach swojego partnera (jak zrolowany dywan). Aktywność Pani Weroniki w tańcu jest adekwatna do aktywności wyżej wymienionych przedmiotów, z jednym może wyjątkiem. Pani Weronika od czasu do czasu podnosi jedną bądź druga nogę. I „nagła krew mnie zalewa” jak słyszę po raz n-ty z ust jurorów „Pani tak ładnie podnosi nogę...”
 
Dlatego proponuję włodarzom telewizji publicznej bądź prywatnej (w sumie nie ma różnicy) uruchomić nowe show pod tytułem „Gwiazdy tańczą na rurze”. Program realizowany byłby w scenerii nocnego klubu. Tam gwiazdy pokroju Pani Weroniki mogłyby w pełni prezentować swoje wdzięki i być za to sowicie nagradzane. Oczywiście trenowałyby pod okiem zawodowych tancerek. Występować mogłyby w duetach homo lub hetero, albo dla ubarwienia programu np. z wężem, krokodylem lub szanowanym posłem. Poza głosowaniem sms, można by wprowadzić głosowanie publiczności w studio, poprzez tradycyjne wsuwanie banknotów za gumkę od majtek. Ubaw po pachy!
 
Niniejszy paszkwil dedykuję Pani Weronice Książkiewicz oraz Szanownemu Jury programu „Gwiazdy tańczą na lodzie” z wyjątkiem Pani Dody, która jako jedyna nie poddała się urokowi nóg pani Weroniki. Panią Dodę jednocześnie pozdrawiam.
 
Ewentualnych czytelników mego pożałowania godnego lamentu zachęcam do proponowania w komentarzu kandydatek do pierwszej edycji programu.
 
Jeśli dojdzie do realizacji mojego pomysłu na nowy program, zastrzegam sobie prawa autorskie do jego tytułu i koncepcji.


2007-11-30 16:14
 Oceń wpis
   
Nauczyciel i lekarz. Czy coś łączy te dwa zawody? Z pewnością wysoki oczekiwany poziom wykształcenia i konieczność ciągłego podnoszenia kwalifikacji. Ponadto przedstawiciele obu profesji pracują z ludźmi i dla ludzi. Na tym jednak podobieństwa się nie kończą. Powszechnie wiadomo, że ani lekarze, ani nauczyciele nie są zadowoleni ze swojego poziomu wynagrodzeń. Wiadomo też, że pacjenci w większości nie są zadowoleni z poziomu usług medycznych w placówkach publicznych a uczniowie – lub raczej ich rodzice - mają liczne zastrzeżenia do poziomu nauczania w publicznych szkołach. W zasadzie nikt nie jest zadowolony...
 
Z pewnością zarówno lekarze jak i nauczyciele powinni zarabiać godziwie. Ale jak określić tę kwotę? Padają postulaty dwóch czy trzech średnich krajowych dla lekarzy, pięćdziesiąt procent podwyżki dla nauczycieli. Czy są to uzasadnione oczekiwania? Sami zainteresowani oczywiście potwierdzą, ich pracodawcy już niekoniecznie, a pacjenci i rodzice uczniów nie mają prawa głosu...
 
Każdy chciałby zarabiać jak najwięcej i to jest normalne, można rzec zdrowe. Z drugiej strony, wzrost wynagrodzeń nie może być nieograniczony. Pojawia się szereg pytań. Gdzie postawić sprawiedliwą granicę wzrostu wynagrodzeń? Każdy limit wprowadzony w drodze decyzji politycznej bądź administracyjnej będzie sztuczny i nie przez wszystkich akceptowany. Czy jednorazowa, nawet wysoka podwyżka płac zapewni długofalową satysfakcję pracowników oraz uwolni pracodawcę od postulatów kolejnych podwyżek? Z pewnością nie, ponieważ „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Czy zatem istnieje rozwiązanie tego problemu? Moim zdaniem powinno być spełnionych kilka warunków.
 
Pierwszy polega na likwidacji paradoksu towarzyszącego systemowi ustalania wynagrodzeń zarówno w służbie zdrowia jak i w szkolnictwie. Polega on na tym, że dyrektor placówki (szkoły czy szpitala) zarządza nią i reprezentuje pracodawcę, organem prowadzącym placówkę jest samorząd, a wynagrodzenia ustala się z ministrem...!? Gdzie tu logika? Zatem pozwólmy dyrektorom faktycznie zarządzać, czyli także kształtować politykę płacową w ramach otrzymanego oraz wypracowanego budżetu.
 
Drugim warunkiem jest wprowadzenie motywacyjnego systemu wynagrodzeń. Pozwoli to wysoko wynagradzać lekarzy czy nauczycieli, którzy osiągają ponadprzeciętne wyniki oraz są wysoko oceniani przez pacjentów bądź uczniów. Oczywiście mechanizm ten działałby także w drugą stronę... Rozwiązanie to jest powszechnie stosowane w firmach prywatnych i nie widzę powodu, aby nie mogło być stosowane w szpitalach czy szkołach. Dodatkowymi funkcjami takiego systemu są optymalizacja kosztów pozapłacowych (oszczędność), maksymalizacja przychodów (przedsiębiorczość) oraz poprawa jakości usług (zadowolenie pacjentów i uczniów). Jednocześnie warto by rozważyć zastąpienie etatów kontraktami. Kontrakt, w odróżnieniu od etatu może być prolongowany albo nie, na podstawie oceny osiągniętych wyników. Kontrakt także nie przewiduje możliwości strajkowania, a przecież strajk nie powinien mieć prawa bytu ani w szpitalu ani w szkole.
 
Trzecim warunkiem, który w dużej mierze warunkuje skuteczność powyższych rozwiązań jest zmiana systemu finansowania oświaty i służby zdrowia w taki sposób, aby pieniądze „szły za uczniem i pacjentem”. To jest jednak odrębny temat.
Na marginesie
Zgodnie z informacjami z MEN, średnie wynagrodzenie brutto nauczyciela w roku 2007 przedstawia się następująco: stażysta 1546 zł, kontraktowy 1933 zł, mianowany 2706 zł, dyplomowany 3479 zł (źródło: isis.pap.pl., men.gov.pl). Ponad 50% nauczycieli zatrudnionych na etacie to nauczyciele dyplomowani. Jeśli to prawda, to w szkołach nie jest tak biednie, jak się mówi... Na tym tle, lekarze w szpitalu zarabiają naprawdę niewiele!
 


2007-11-25 19:56
 Oceń wpis
   

Zablokowane dworce kolejowe i terminale na lotniskach. Zatłoczone do granic możliwości stacje metra. Tysiące ludzi koczujących w oczekiwaniu na transport. Wielokilometrowe korki na drogach dojazdowych i kompletnie zakorkowane centra miast. Paraliż komunikacyjny. Czy to efekty klęski żywiołowej albo ataku terrorystycznego? Nie, nic podobnego. To tylko związki zawodowe, a raczej efekty ostatnich akcji strajkowych w Niemczech i Francji.

Wolne związki zawodowe uważane są przez wielu za jedną z ważniejszych zdobyczy w walce o sprawiedliwość społeczną i prawa człowieka. Podobno misją związków zawodowych jest obrona interesów ludzi pracy. Ale czy wszystkich? Czy organizacje związkowe ujmą się za szatniarzem z teatru, czy sprzedawcą gazet w kiosku? Czy zainteresuje je sytuacja przedstawiciela handlowego jednej z wielu hurtowni spożywczych? Związki zawodowe bronią wyłącznie interesów wybranych grup zawodowych, np. górników, energetyków, lekarzy, kolejarzy, nauczycieli, itd. Zazwyczaj chronione są interesy grup zawodowych, które spełniają dwa warunki: są liczne oraz posiadają quasi monopolistyczną pozycję.

Najgorszą cechą działalności związkowej jest to, że bronią swoich interesów kosztem innych ludzi, czyli całego społeczeństwa. To społeczeństwo płaci za związkowe przywileje, społeczeństwo znosi wszelkie niedogodności z powodu akcji strajkowych i ponosi ich niemałe koszty. Szczególnie dotkliwą i społecznie szkodliwą formą działalności związkowej jest organizowanie strajków wszelkich służb publicznych, takich jak publiczny transport, czy służba zdrowia. Jest to przejaw egoizmu oraz lekceważenia innych ludzi.

Czy w praworządnej i nowoczesnej Europie, która na pierwszym miejscu stawia prawa jednostki, jest miejsce na związkowy terroryzm? Czy powszechne prawo do strajku nie jest spuścizną marksizmu i leninizmu, z która jak najszybciej należy zerwać? Prawo do strajku stoi w zasadniczej sprzeczności z prawami człowieka, stanowi zgodę państwa na działanie na jego szkodę, anarchię i zakłócanie porządku publicznego. Dobry przykład dał ostatnio parlament Finlandii, znacznie ograniczając prawo do strajku w służbie zdrowia. Szkoda tylko, że polscy posłowie i senatorowie nie mieli tyle odwagi w obliczu masowych strajków personelu medycznego. Cóż, być może w Polsce zbyt silny jest jeszcze etos wolnych związków zawodowych. Pozostaje nadzieja, że brukselscy biurokraci dojrzeją do zmiany prawodawstwa Unii Europejskiej w kierunku prawdziwie wolnego rynku i poszanowania praw człowieka. Jednym z niezbędnych działań jest całkowity zakaz strajku w instytucjach i przedsiębiorstwach użyteczności publicznej.




Najnowsze komentarze
 
2011-07-02 09:13
trudne kredyty bez bik do wpisu:
Niebezpieczne związki
Jak najbardziej przez Brukselę.
 
2011-06-28 19:53
kredyt blog do wpisu:
Niebezpieczne związki
Otóż to, jest to też swego rodzaju burza mózgów. Takie dyskusje saąpotrzebne zarówno w biznesie[...]
 
2011-06-27 18:31
kredyty hipoteczne. do wpisu:
Każdemu według zasług...
Może mają więcej pracy niż nauczyciele, po prostu. A w warszawie płace wyższe są.
 


Kategorie
 
Ogólne
 


Archiwum Bloga
 
Rok 2008
 
Rok 2007